niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 3

     Jeszcze kawałek i będę u Lily. Dzień zapowiadał się na na prawdę przyjemny. Słońce miło przygrzewało w policzki.
Ciągle myślałam o tym co się stało w sobotni, późny wieczór. Myślałam ciągle o tym mężczyźnie, który nie uratował.
Z zamyślenia wyrwała mnie postać Lily, która już machała do mnie radośnie.
- Hejka. - Przywitałam się.
- No hej... Nie chce mi się iść do szkoły. -  Wyznała.
Uśmiechnęłam się do niej szeroko i poszłyśmy do szkoły. Nie mówiłem jej nic o moich przeżyciach. Droga minęła oczywiście radośnie, jak zawsze.
- Ashtona dzisiaj nie będzie dzisiaj w szkole. -  Powiedziałam kiedy wchodziłyśmy do szkoły.
- Wiesz dlaczego?
- yy.. Jechał z mamą do babci bo jest chora i miał tam trochę pomóc.
     Poszłyśmy pod razu pod sale nr 15,  gdzie miałyśmy pierwszą lekcje, czyli historię.
***
    Nie mogłam się skupić na lekcji. Ciągle myślałam o tym pocałunku. Bardzo chciałam o tym wszystkim pogadać z Eli ale bałam się. Po za tym widziałam, że też się czymś martwi.
- Co jest? - Spytałam kiedy siedziałyśmy pod szafkami czekając na lekcję.
- Nic.
- Oh no przecież widzę.
- Na prawdę nic mi nie jest. Źle spałam. -  Uspokajała mnie.
Fakt. Eli ma arytmię, problemy z tarczycą i częste zawroty głowy. Bierze dużo tabletek i często nie może spać w nocy.
      Do domu wracałam sama. Eli szła do biblioteki zrobić projekt. Stwierdziła, że tylko bym się tam znudziła. To prawda. Był to projekt na historię, czyli zupełnie nie moja bajka.
      Po drodze weszłam zrobić zakupy. W supermarkecie zeszło mi trochę czasu. W domu byłam po 16:00. Rodzice byli w pracy, a że jestem jedynaczką, jak Elizabeth, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Na początek odrobiłam prace domowe i trochę się poczułam. Na następny dzień miała mieć sprawdzian z historii. Siedziałam z Elizabeth także nie było tak źle.
Przesunęłam w salonie wszystkie fotele i kanapę na tyle ile mogłam. Włączyłam muzykę i oddałam się emocjom. Taniec to był dla mnie jedyny sposób na relaks, na bycie prawdziwą sobą. Od dziecka byłam bardzo ruchliwa i energiczna. Zapisanie przez rodziców mnie na balet to najlepsze co mogło im wtedy przyjść do głowy.
***
    Wracałam do domu po 17:00. Szłam zatłoczonymi ulicami. Szczerze wolałam takie niż puste i ciemne. W końcu wyrwałam się z tłoku i znalazłam się na ulicy osiedla. Miałam jeszcze z pół godziny marszu. Nie spieszyło mi się za bardzo. W domu głównymi tematami jest to, że mam rzucić tą pracę oraz na jakie studia mam iść. Według nich mam iść na prawo albo medycynę. Tata jest prawnikiem, więc córka tez musi być w śmietance towarzyskiej. Mama jest architektem wnętrz ale stanowczo namawia mnie na medycynę. Jej niespełnione marzenie. Ja... Ja chcę iść na studia gastronomiczne, chcę otworzyć własną restaurację, ale dla nich to jest coś nie do zaakceptowania. Gotowanie było moją pasją. Rozmyślając nad tym szłam ze spuszczą głową. Nagle w coś, a raczej w kogoś, wyleciałam i wylądowałam na chodniku.
- Hej... Nic ci nie jest? - Usłyszałam głos mężczyzn, który był mi już znany.
- Nie... -  Wyciągnął do mnie rękę i od razu z tego skorzystałam.
- Przeprasza... Zamysliłem się. - Zaczął się tłumaczyć.
- Nic się nie stało... Ja też się zamyśliłam. -  Odparłam i uśmiechnęłam się do niego.
- Jak się czujesz... Po sobocie?
- Dzięki tobie dobrze. -  Odpowiedziałam całkowicie szczerze.
Dopiero wtedy się uśmiechnął. Słabo bo słabo i pod nosem ale zawsze.
- Jak masz na imię? - Zapytał.
- Elizabeth.
- Ja jestem Ed.
Ed był nieco wyższy ode mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że miał na plecach futerał z gitarą.
- Grasz?
- Tak... Pogrywam sobie troszkę. A ty grasz na czymś? - Był lekko skrepowany ale uroczy.
- Tak. Na gitarze, pianinie i skrzypcach.
Nagle poczułam dźwięk sms w moim telefonie.
Od: Mama
Za pięć minut widzę Cię w domu! Zapomniałaś, że goście przyjeżdżają.
- Coś się stało? - Spytałam, widząc że posmutniałam.
- Musze już iść...
- Mogę twój numer? -  Spytałam niepewnie.
- Tak jasne! W końcu muszę Ci się jeszcze jakoś odwdzięczyć.
Wyciągnęła marker z kieszenie, a on podwinął rękaw. Ostatecznie numer zapisałam mu na dłoni, gdyż z powodu licznych tatuaży nie było miejsca.
Szybko się z nim pożegnałam i podbiegłam do domu.
***
    Wykompana siedziałam na kanapie i oglądałam jakaś komedię. Tata z mamą pojechali do rodziny i wpadli tylko na chwilę żeby zabrać jakieś rzeczy. Strasznie się nudziłam, a nie chciało mi się już tańczyć. Elizabeth wspominała, że dzisiaj na jakichś gości, a do Asha bałam się napisać. Hej, co tam u ciebie? mogło być trochę nie na miejscu.
    Poszłam zrobić sobie tosty i frytki. Ci co mnie nie znają zawsze nie mogą uwierzyć, że jestem strasznym żarłokiem, bo szczerze muszę przyznać, że nie widać tego po mnie. W miedzy czasie zrobiłam jeszcze sobie herbatkę, mój ulubiony napój. Mogę ją pić bez końca i mi się nigdy nie znudzi.
Cały czas myślałam o tym wszystkim co się teraz stało, czyli o Ashu. Nie chciałam żeby na następny dzień przyszedł do szkoły, ale wiedziałam, że prędzej czy później spotkamy się i będziemy musieli o tym porozmawiać. Eli nic nie wie. Kiedy spotkamy się w trójkę od razu się czegoś domyśli.
Rozmyślając tak nawet nie zauważyłam, że zjadłam już tosty i frytki.
   Poszłam do swojego pokoju i włączyłem laptopa. Weszłam w folder z naszymi zdjęciami i zaczęłam wspominać. Miałam zapisane zdjęcia od pierwszego dnia w przedszkolu. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Wspólnie spędzane wakacje. Wyjazdy pod namiot.... Nagle poczułam, że po moim policzku spływa łza.  Była w niej radość, jak o obawa co się zaraz stanie. Zamknęłam laptopa. Za dużo wspomnień jak na jeden raz, a zwłaszcza w takiej sytuacji w jakiej się teraz znajduję. Wtuliłam się w miękka poduszkę i ominęłam kołdrą. Marzyłam tylko o tym żeby się wyspać.
***
     Leżałam już po prysznicu i w ulubionej piżamie. Gośćmi okazali się oczywiście koledzy taty z kancelarii. Nudny wieczór gwarantowany. Jeden przyszedł ze swoją córkę w moim wieku. Rozpuszczona paniusia. Ulgą było dla mnie ściągnięcie szpilek i wskoczenie w wygodne papcie. Już chciałam iść spać, ale dostałam sms. Leniwie odblokowałam telefon. Od:Numer nieznany.
Dobranoc :D /Ed
Do:Ed
Dobranoc ^^

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 2

    Postanowiłam założyć sukienkę czerwoną w czarną kratkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Z butów wybrałam czarne na koturnie. Obejrzałam się w lustrze i wzięłam głęboki wdech. Nie rozumiałam czemu się denerwowałam, przecież szłam do kina z najlepszym przyjacielem. Rzecz normalna, a jednak...
***
     Wstałam około 11:00. Na 18:30 szłam na swoją zmianę czyli musiałam wyjść około 17:30, gdyż moje auto nadal stało w garażu z pustym bakiem. Miałem sześć i pół godziny. Leniwie poszłam do łazienki i odbyłam poranną toaletę. Założyłam luźne jeansy z paroma dziurami, do tego czarną, lekko za dużą bluzkę, a włosy pozostawiam w "artystycznym nieładzie".
     W kuchni kawę piła już swoją kawę. Jak zawsze elegancka i perfekcyjna.
- Witaj Elizabeth. -  Przywitała się ze mną.
Czytała jakaś gazetkę i nawet nie spojrzała na mnie.
- Dzień dobry.
Wzięłam jabłko z koszyka ze stołu i również zrobiłam sobie kawę. Nie miałam ochoty na śniadanie, za chwilę i tak miał być obiad.
- Idziesz tam dzisiaj? -  Spytała.
- Tak idę do swoje pracy.
Jako kelnerka pracowałam od kiedy skończyłam 18 lat. Wcześniej mi nie pozwalali, gdyż twierdzili, że to nie godna praca dla mnie.
***
      O 15:00. Przyszedł Ash. Jak zawsze ubrany na buntownika - rockowca. Dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu. Czułam się dziwnie zestresowana.
- Śliczne wyglądasz. - Powiedział z pewną nieśmiałością w głosie.
- Dziękuję bardzo. A co to właściwie za film? -  Starałam się ożywić atmosferę.
- Yyy... O tańcu.. Jakiś. Nie wiem dokładnie. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, a on od razu odwzajemnij.
- Idziesz dzisiaj grać?
- Nie dzisiaj mam wolne, Eli idzie. - Ta wiadomość mnie trochę ucieszyła, chociaż nie widziałam czemu.
    W kinie była już spora masa ludzi. Weszliśmy do budynku głośno się śmiejąc. Ash zawsze potrafił mnie rozweselić i za to go uwielbiam. On poszedł po bilety, a ja po popcorn i coś do picia. Po 10 minutach spotkaliśmy się przy sali nr. 4. No to czas na film.
***
    O 17:30 byłem już w drodze do pracy. Pogoda była dość wietrzna i zbierało się na deszcz, jak to w Londynie. Bluza okazała się jednak za cienka. Spojrzałam na telefon. 18:15. Klub już był w zasięgu mojego wzroku.
W porównaniu z tym co było na zewnątrz, w środku było gorąco. Od razu skierowałam się na zaplecze. Odłożyłam torbę i powiesiłam kurtkę. Obok mnie wisiała już kurtka Lexi.
- No hejj. -Przywitałam się z nią.
Znalazłam ją na zapleczu. Przed chwilą przyjechał alkohol, a ci mili panowie co to przywożą, nie mieli nawet zamiaru się ruszyć i pomoc.
- Hejj..błagam...pomóż! - Oznajmiła i w dwie wzięłyśmy się do pracy.
      Razem zajęło nam to nie czasu i poszło o wiele sprawniej, niż w pojedynkę. Do klubu zaczęli się schodzić po mału ludzie. Od szefa dostałam polecenie stania dzisiaj na barze. Nie było to dla mnie nic trudnego. Już kilka razy stałam w zastępstwie za kogoś. Na szczęście nie byłam sama. Paul stał razem ze mną i zawsze mi we wszystkim pomagał. Miał 26 lat i śliczną córeczkę. 
     Około 20 klub był już zatłoczony i było strasznie gorąco. Jak dobrze, że wzięłam bokserkę. 
Alkohol jak zawsze szybko schodził z półek. Do baru podszedł młody mężczyzna. Jego ręce były pokryte w kolorowych tatuażach, a włosy miał koloru rudego. 
- Coś podać? - Zapytałam go z uśmiechem. 
Siedział z opuszczoną głową, lekko przygarbiony opierał się rękami o blat.
- Whisky z lodem... -  Odpowiedziała ponuro. 
Nie podniósł wzroku. Całe czas wpatrywał się w blat. Nie widziałam nawet jego twarzy. 
Odeszłam od niego. Przygotowałam wybrany przez niego alkohol i postawiłam mu pod nosem. 
- Dziękuję... -  Doszło do mnie kiedy się już od wróciłam. 
Miał miękki głos. Bardzo miły. 
    Po jakichś 15 minutach spojrzałam tam gdzie siedział rudy mężczyzna. Nie było go już. Została tylko pusta szklanka wraz z zapłatą i solidnym napiwkiem. 
Od kąd tu pracuję nie dostałam tak dużego napiwku. Liczył on 10 funtów. Ucieszyłam się z pieniędzy i schowałam napiwek do kieszeni spodni. 
     W końcu skończyłam pracę. Powietrze na dworze było chłodne ale bardzo przyjemne. Księżyc był na prawdę piękny. Gdzie gdzieniegdzie pojawiały się pojedyncze gwiazdy. Niebo nie było bezchmurne ale źle nie było. 
Na dworze było pusto. Co jakiś czas mijałam pojedyncze osoby.  
Szłam spokojnym i równym krokiem. W pewnej chwili obroniłam lekko głowę w bok. Szybko tego pożałowałam. Za mną szkło dwóch wysokich i napakowanych facetów. Przyspieszyłam kroku. Oni też... W szybie auta stojącego przy chodniku zauważyłam, że się do mnie zbliżają. Zaczęłam biec. Oczywiście oni za mną. Nigdy nie byłam mistrzem w bieganiu i zaczęłam tego żałować. Byli ode mnie szybsi. Bez zatrzymywania się przebiegłam przez ulicę. Za sobą usłyszałam ostre hamowanie samochodu. Mimo woli się zatrzymałam i obejrzałam. Od strony pasażera, z przodu, były otwarte drzwi. Jeden z goniących mnie facetów podnosił się z ziemi, drugi mu pomagał. 
- Wsiadaj!!! -  Usłyszałam z auta. 
Jak jakaś idiotka bez namysłu wsiadłam. Auto ruszyło zanim zdążyłam zamknąć drzwi. Za kierownicą, ku mojemu zaskoczeniu siedział rudowłosy mężczyzna z baru.
- Dziękuję.... -Wyszeptałam.
- Gdzie cie zawieść? - Spytał twardo patrząc na drogę.
- Ulicę dalej.
Przez ten krótki czas jechaliśmy w zupełnej ciszy. On mi uratował życie... Nie miałam pojęcia jak mu się za to odwdzięczyć.
Wskazałam mu gdzie ma się zatrzymać. Specjalnie wskazałam miejsce zatrzymania kilka domów od mojego.
- Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję... Jak mam Ci się za to odwdzięczyć? - Zapytałam przed wyjściem.
- Nie chodź tak późno sama... - Mówiąc to spojrzał się na mnie.
Dopiero teraz dostrzegłam, że miał lekki zarost. Miła również błękitne oczy i ogólnie brzydki to on nie był.
- Dziękuję... - Jeszcze raz wyszeptałam i wyszłam z auta.

***

    Film był genialny. Oczywiście nie zapamiętałam tytułu, jak to ja. Po seansie poszliśmy jeszcze do pobliskiej galerii na małe co nie co. Pochodziliśmy po paru sklepach i trzeba było się zbierać do domu.
Miły wiaterek był tym czego potrzebowałam, po przebywaniu w kinie i zatłoczonej galerii. Cały czas o czymś rozmawiałam z Ashem. Na prawdę bardzo się cieszyłam, że zgodziłam się na ten wypadzik. Na początku czułam się trochę dziwnie bez Elizabeth ale później, szczerze mówiąc zapomniałam o tym. Na pewno odpoczywała już w domu po pracy.
- Nauczysz mnie tańczyć? - Nagle spytał Ash.
- Yyy...jasne. A czego dokładnie? - Spytałam lekko zaskoczona, Ash przeważnie stronił od tańca.
-Walca angielskiego! - Pewnie oświadczył.
Byłam w całkowitym szoku. Ash i taniec i to jeszcze towarzyski...standardowy! Jeszcze umie mnie nieźle zaskoczyć.
- Dobrze....hmm... - Przeszli na parku na przeciwko, gdzie był dość duży plac wyłożony kostką.
Zaczęłam go ustawiać. Pokazywałam jak ma trzymać ramę. Na początku wychodziło mu to dość pokracznie i niezdarnie, ale był w tym coś uroczego. Jestem znacznie niższa od niego wiec mi również było trochę ciężko ale co to nie ja! Pokazywałam mu po kolei podstawowe kroki, które on powtarzał. Ćwiczyliśmy osobno. On ''tańczył'', a ja nadzorowałam czy dobrze oraz liczyłam żeby nie wypadł z rytmu.
- Chyba załapałem. - Odparł i wyciągnął do mnie ręce.
Zbliżyłam się i ustawiliśmy się w odpowiedniej pozie. Skinęłam głową na znak rozpoczęcia. Tańczyliśmy. Przy muzyce wypowiadanych prze ze mnie w kółko Raz, dwa, Trzy, cztery. Z każdą chwilą szło mu coraz lepiej.
- Na prawdę dobrze Ci idzie! Szybo się uczysz! - Pochwaliłam, kiedy szło nam już na tyle dobrze, że nie potrzebował liczenia.
- Mam wspaniałą nauczycielkę... - Powiedział prawie szeptem.
Pochylił się. Zbliżył swoją twarz do mojej.Spojrzeliśmy sobie prosto w oczy. Mimo woli wzbiłam się lekko na palcach i zamknęłam oczy.  Przestaliśmy tańczyć. Poczułam jego usta na swoich. Był bardzo delikatny ale i namiętny. Objął mnie w pasie i przysunął do siebie.
- Ash...ja..przeprasza... - Wymamrotałam i odsunęłam go od siebie.
Był zdezorientowany, a ja...ja pobiegłam do domu z łzami w oczach.
    Szybkim kokiem poszłam do swojego pokoju, a z niego do łazienki. Kiedy leżałam w wannie czułam jak po moich policzkach płyną łzy, jedna po drugiej. To było bardzo romantyczne, ale to był nasz Ash. Nasz przyjaciel! Od zawsze byliśmy trójką najlepszych przyjaciół. Traktowałam go jak brata, a nie jak obiekt zainteresowania czy westchnień. Z drugiej strony było mi głupio, że go tam samego zostawiłam. Mogło mu się coś stać. Mógł go ktoś napaść! Przecież superbohaterzy nie spadają z nieba. Również myślałam o Elizabeth. Bałam się, że się dowie, że będzie zła czy coś w tym stylu. Sto myśli na sekundę przemykało mi przez głowę, ale chyba najbardziej bałam się tego, że nasza przyjaźń na tym ucierpi. 

środa, 11 marca 2015

Rozdział 1

       Zbierało się na deszcz. Oczywiście paliwo w samochodzie musiało skończyć się w najmniej pożądanym momencie. Przyspieszyłam kroku, a z zakrętu wyłoniła się czyjaś sylwetka. Ash! Podbiegłam do niego.  Mimo iż szliśmy na występ Lily nie zrezygnował ze swojej bandamki na głowie. Nasz mały rockowiec. Trzeba mu przyznać, że jest wspaniałym perkusistą, no i głos też nie najgorszy. Lily to była nasza tancereczka. Od dziecka kochała taniec. Co piątek wieczór tańczyła w teatrze. My z Ashtonem mieliśmy troszkę mniej dostojną pracę. Ja dorabiałam jako kelnerka, a Ash grał w tym samym klubie.
- No to czas na show. - Zażartował kiedy wchodziliśmy do teatru.
Mieliśmy zapewnione, jak zawsze, miejsca w pierwszym rzędzie. Sala pomału się zapełniała. Ash ściągnął skórzaną kurtkę i upchał za siebie. Przewróciłam tylko oczami, a on w zamian wyszczerzył do mnie zęby. Ja miałam zwiewną czarną sukienkę, a na to marynarkę i było mi troszkę zimno, w przeciwieństwie do mnie Ash siedział na krótki rękaw. Czasami go nie rozumiałam...i nauczyłam się, że lepiej nawet nie próbować.
   Światła zgasły, kurtyna poszła w górę. Na środku sceny w delikatnej białej sukience, stała drobna postać. Lily. Wyglądała prześlicznie. Od zawsze zazdrościłam jej figury i cudnych włosów. Muzyka zaczęła grać, a ona poruszała się jakby stąpała po niewidzialnej chmurce, równie delikatnej co ona. Unosiła się tak płynnie i z wielkim wdziękiem. Wszyscy byli w nią wpatrzeni, jakby rzuciła na wszystkich zaklęcie.
Spektakl miną nam, aż za szybko. Widzowie opuszczali salę i głośno dyskutowali na temat co widzieli przed chwilą. Nie chowali swojego zachwytu względem przedstawienia, jak i samej Lily. Trzeba przyznać, że jej się należało. Była niesamowita!
Poczekaliśmy, aż sala zrobiła się całkowicie pusta. Po jakichś pięciu minutach z bocznego wyjścia przebiegła Lily.
- I jak? Podobało wam się?! - Atakowała nas pytaniami.
- Było cudownie jak zawsze! - Odpowiedziałam jej i w trójkę wyszliśmy na ulicę.
    Wszędzie były kałuże. Musiało nieźle padać.
   - Już jestem! - Zawołałam wchodząc do domu.
Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Mama spała w salonie, a tata był na spotkaniu biznesowym. Weszłam na górę do siebie i wzięłam gorąca i długą kąpiel. Zbliżała się 21:00.
***
    Byłam bardzo zmęczona po spektaklu, ale w ten pozytywny sposób. Dałam z siebie wszystko jak zawsze!
Wykąpana, leżałam na łóżku i przeglądałam Facebooka. Jak zawsze... Nudy... Po słuchałam trochę muzyki i nastała 22:00. Nie chciało mi się spać. Wzięłam iPhona i sprawdziłam czy nikt nie pisał.
Od:Ash ^^
Siemka piękna! Co porabiasz?
Do:Ash ^^
A leżę sobie i się nudzę :D
Od:Ash^^
A jutro też się będziesz nudzić?
Do:Ash ^^
Zależy...
Od:Ash ^^
Zabieram Cię o 15:00 do kina na jakiś film o tańcu :D Pasuje?
Do:Ash ^^
Oczywiście :*
WoW... Nawet nie spytałam czy Elizabeth idzie z nami. Od dłuższego czasu Ash do mnie pisał od dłuższego czasu... Tak inaczej, niż zwykle. Bardziej jakby ze mną flirtował. Nie powiem było to miłe, ale z drugiej strony przyjaźnimy się od przedszkola i to było dość dziwne uczucie. Chciałam napisać do Elizabeth, ale szczerze nie widziałam co, nie miałam pojęcia jak zacząć tą rozmowę. Nie chciałam żeby nasza przyjaźń została w jakiś sposób naruszona, a co dopiero zniszczona, zakończona.
     Upięłam włosy w luźny kok i poszłam spać. Byłam bardzo podekscytowana kolejnym dniem i tym co się stanie. 
***
     Około 24:00 skończyłam oglądać Thor:Mroczny świat. Po prostu kocham Lokiego! Odłożyłam laptopa na szafkę nocną i poprawiłam warkocza. Przewinęłam się na prawy bok. Kołdrę naciągnęłam pod szyję i mocno się zwinęłam.
Nie mogłam zasnąć mimo, iż o tej godzinie robiłam się już trochę senna. Miałaby dziwne przeczucie, że na następny dzień coś się stanie. Coś co w pewien sposób zmieni moje życie. Z tą myślą wiązał się jeden problem... Zmieni na dobre czy na gorsze...